Aktualności
wczorajsza rozmowa telefoniczna…jeszcze był maj…
1 czerwiec 2008 napisane przez pelasia
-Obawiam się Januszku, że nieprędko się spotkamy…
-Jak to?-spytał lekko zaniepokojony.
-Mąż postanowił pracować na etat w naszym mieście….będzie więc w domu codziennie, każdej nocy…każdego weekendu…
-Proszę, nie mów mi takich rzeczy… Basiu, coś wymyślimy….Nie możemy tak dalej żyć…
-A co zrobimy? No co? - spytałam zaczepnie- Nie mamy na to wpływu…
-I nie wiesz kiedy choć mniej-więcej się spotkamy?
-Gdzieś w listopadzie…
Jego milczenie mnie zmroziło.
-Co??!!- przeklął- Przecież ja nie dam rady… Jezu… Malutka… Kwiatuszku… Musimy coś zrobić…
-Ale co Janusz? Przecież wiedzięliśmy, że tak będzie…Jestem mężatką i trzeba się z tym liczyc…
-Nie! Mogę Ci zadać pytanie?
Wiedziałam o co chce spytać ale po chwili milczenia zgodziłam się.
-Chcesz ze mną być? Jesteś pewna, że chcesz spędzić ze mną wieczność?
Moje milczenie przedłużało się w nieskończoność. Nie mogłam zaprzeczyć, bo kocham Go i marzę o wspólnej przyszłości..ale jeszcze nie jestem na to gotowa. W tym milczeniu było aż gęsto od strachu Janusza… Widać wiele musiało Go kosztować odwagi zadanie tego pytania. Ja jednak wbrew sobie odpowiedziałam pytaniem:
-Ale zdajesz sobie sprawę, że dla mnie nie ma opcji “życia na kocią łapę”?
-Tak Kwiatuszku…Wiem…Pytam czy jesteś pewna, że chcesz być moją Żoną?
Po raz pierwszy słyszałam w Jego głosie tę niesamowitą powagę słów. To było to, autentyczne oświadczyny… Poczułam się przecudownie… Marzyłam przecież o tym jeszcze jako nastolatka…
-Tak - odpowiedziałam z wachaniem- Wiesz, że tak…..ale dopóki nie będę przekonana, że jesteś pewien czego chcesz i dlaczego tego chcesz….musimy poczekać z decyzjami.
-To znaczy?- spytał chcąc się upewnić czy dobrze mnie zrozumiał.
-To znamczy, że wiem..jestem pena, że nie do końca wiesz czy napewno tego chcesz…zresztą…ja tez… Chyba potrzebujemy czasu żebyśmy nabrali pewności…. Oboje…
-Dobrze Kochanie, więc potrzebujesz czasu…Ile? Tydzien?
-…-milczałam
-Dwa tygodnie?
-…
-Miesiąc?- w Jego głosie pojawił sie lęk.
-…
-Rok?!- spytał stanowczo.
-Januszku…tego nie da się okreslić na czas… To przyjdzie samo, samo sie ujawni… Ale… Wiem, nic samo sie w życiu nie dzieje, wiem… My musimy coś zmienić…My musimy coś zrobić, żeby być razem… Samo się to nie zrobi…
-No właśnie!- wtrącił krótko.
-Ale chodzi o to, że pewności nie można wymusić… Nie chcę żebyś był ze mną bo chce Ci się zmian… Albo mi… Bycie z drugim człowiekiem to nie zabawa… To bardzo poważna decyzja i trzeba mieć milon % pewności, że tego właśnie się pragnie… Na tym buduje się związki a nie na chęci zmian… Janusz… Próbuję Ci powiedzieć, że poczekajmy… Myśl o tym, zastanawiaj się, myśl…. Tak długo az pewnego dnia obudzisz się rano i będziesz już wiedział napewno czego pragniesz…
-Ok Malutka. Więc jeszcze poczekamy..- smutek przebijał się przez Jego słowa. Wzdychając ciężko powiedział- Załamałem się teraz…Mam ochotę się nachlac…
-Nie rób tego, tylko na trzeźwo możesz dojrzec do decyzji jakie Nas czekaja…
-…- teraz On milczał.
-Janusz musi byc dobrze.
-Basia…takich kobiet jak Ty nie ma więcej na świecie!- niemal wykrzyczał to do słuchawki - Ja nigdy już nie poznam kobiety takiej jak Ty, bo takiej drugiej nie ma… Tak strasznie Cię kocham…Jezu…Mam w oczach łzy…
-Janusz…-nie wiedziałam co powiedzieć, moje oczy były suche, serce zastygło, nie chciało czuć.-Janusz… Skarbie… Po prostu gdy pewnego dnia będziesz gotów…powiedz mi to, wtedy będziemy musięli coś zrobić….
-I co? Co mi wtedy odpowiesz?-czekał na odpowiedź, chyba bardzo istottną dla Niego
-Odpowiem, że-zawahałam się- że teraz jestem gotowa poważnie pomyśleć o Nas, naprawdę podjąć decyzję.
-Aha - nie był zadowolony z odpowiedzi.
-Janusz… Może już za tydzień sam sie wypalisz… I cała ta rozmowa straci ważność…
-O czym Ty pieprzysz?-zdenerwował się- Ja JUŻ wiem czego chcę…
-Nie wiesz…- wmawiałam Mu- Wcale nie wiesz, bo to trudna decyzja. Nie możesz wpakować się “próbnie” w moje życie i jak Ci się nie spodoba…to odejść zostawiając mnie samą, ze zrujnowanym życiem!-podniosłam głos.
-Wiem…Nie chcę robić żadnyc prób… Tak dobrze mi z Tobą było…Od kiedy tylko sięgam pamięcia… Malutka, ja wiem czego chcę… Wieczności z Toba…
-Dobrze Skarbie…-westchnęłam zmęczona obciążeniem emocjonalnym- Skończmy na dziś tę rozmowę…
Przez chwilę milczał, nie chciał kończyć rozmowy, ale jak zwykle moja wola wygrała.
-Ok Basia, buziaczki, od teraz będę myślał…choć i tak już wiem… Ale będę myslał… Ty też myśl…
-Będę Januszku… Buziaczki Kochanie, śpij słodko - i rozłączyłam się bo czułam, że w powietrzu wisi jeszcze mnóstwo Jego pytań. ie byłam na nie przygotowana.
To wszystko i tak znowu zbyt daleko zaszło… Jestem dziś strasznie rozbita…
Nie mogę przeciż przez wieczność zwodzić i Jego i Męża…
Stworzono w Pamiętnik Pelasi |
Leave a reply
You must be logged in to post a comment.
