Aktualności

Subscribe to RSS feed

Dlaczego?

11 czerwiec 2008 napisane przez pelasia

Dlaczego z Nim skończyłam?
Bo wczoraj miał zadzwonić….
Dlaczego nie zadzwonił?
Próbował nieporadnie się z tego wytłumaczyć. Ale nie dałam Mu szans.
Dlaczego nie dałam Mu szansy?
Bo nie mogę dawać komuś szanse bez końca… Nie Jemu…

Najwiękrzą wadą Janusza jest niesłowność. Składanie obietnic bez pokrycia to Jego domena. Nie znam kogoś w tym lepszego. Od kiedy sięgam pamięcią wciąż ten sam problem, wciąż ta sama zadra, wciąż łamanie danego słowa. Bardzo trudno bagatelizować każdy taki Jego wyskok.

W miniony czwartek zadzwoniłam do Niego i powiedziałam, że na jakiś czas musimy przystopować z rozmowami telefonicznymi. Obiecał, że zadzwoni we wtorek po południu, gdy będę sama. Na drugi dzień jednak nie wytrzymałam i zadzwoniłam, żeby usłyseć Jego głos i dać mu “wrażenie”, że jestem, nie znikam. Odebrał, kompletnie pijany. Ledwo był w stanie się wysłowić. Stwierdziłam tylko głośno: Jesteś nawalony jak autobus. Spytał: A sssschąd wieszzzz Chochanie?
Rozłączyłam się. Nie dlatego, że był pijany. Nie dlatego, że skorzystał z okazji, że mam nie dzwonić (miałam wrażenie, że ta niby-abstynencja przez minionych kilka tygodni miała jakiś cel), nie dlatego, że jest wolnym człowiekiem bez zobowiązań (mieszka w domu z Matką) i ma prawo korzystać z życia, bo na dobrą sprawę nie mam prawa od niego niczego oczekiwać..jest TYLKO moim kochankiem (był-póki co)…
Rozłączyłam się bo słyszałam tam tych Jego perfidnych kolesi, którzy widzięli w Nim sponsora, kompana do chlania, świetną melinkę na Jego terenie… Ja byłam dla nich niewygodna. Straciliby takie źródło rozrywki (Janusza) gdybym Go “usidliła”. Starali się więc jak mogli, żeby nic Nam z tego nie wyszło podrzegając Janusza tekstami: Dasz się Babie znowu soba rządzić?
Janusz wtedy staje okoniem, Żona dostatecznie mu truła. A kolesie…przecież oni chcą dla Niego dobrze…
Zgrywa wtedy hojraka, później…w samotności, gdy uświadamia sobie, że zasypia a nie może wtulić twarzy w moje włosy…wtedy żałuje, wtedy jest Mu źle, wtedy czuje, że znów idzie nie tą droga którą powinien….
Dlatego się rozłączyłam.
Dlatego ucięłam rozmowę zanim koledzy znów zaczną budzić w Nim buntownika. Zanim znów sam siebie zrani. Zanim zrani mnie.
Podejrzewam, że tak naprawdę dlatego właśnie nie dzwonił, nie odzywał się. Dlatego, że rozłączyłam tamtą rozmowę. Zapewne wytłumaczył to sobie po swojemu : znowu jakaś baba chce mi mówić jak mam żyć. I pewnie dlatego nie dotrzymał obietnicy i nie zadzwonił w umówiony wtorek (wczoraj).
OK.
Wobec tego chyba nie mamy sobie już nic więcej do powiedzenia…
Dlaczego nie ratuję tego, co było takie piękne?
Bo nie było piekne do końca!

Stworzono w Pamiętnik Pelasi | 0 komentarzy

Ciężko mi…Zawodzą mnie nawet sny…

11 czerwiec 2008 napisane przez pelasia

Dziś są urodziny mojego Męża. Powinnam być radosna, powinnam choć raz w roku stać się na jeden dzień dobra Żoną… A tymczasem myślę o podłym kochanku, którynaprzekór logice był, jest i będzie najbardziej niesłownym człowiekim w moim życiu…jednocześnie równiw ważnym co podłym….
Obudził mnie alarm w komórce ustawiony na przypomnienie, że dziś mąż zaczyna kolejną wiosnę w swoim życiu. Przed przebudzeniem miałam sen.:
Janusz idzie, ale mnie ignoruje. Stoję pod małym sklepikiem w swojej dwnej miejscowości. Ten sklep nie istnieje już od 25 lat. Stoję i wpatruj,ę się w Niego z oczekiwaniem. Mija mnie z daleka i wchodzi do sklepu, gdzie czekają Jego koledzy. Ignoruje mnie pijąc piwo i dobrze się bawiąc. I jak to w snach bywa w następnej chwili siedzę na krawężniku tuż przy tym sklepie. Janusz idzie ze swoją żoną. Mijają mnie i słyszę hjej kpinę “i to ona miała mnie zastąpić?”. Pogardliwie parsknęła śmiechem. Ich dzieci biegały wesoło wokół rodziców. Janusz spojrzał na mnie, Jego żona poszła przed siebie. Zatrzymał się na chwilę, przysiadł przy mnie. Czułam się zdruzgotana.
-Masz zamiar znów z nią być?-spytałam…
-Basia…wiesz…-nie dokończył. Czułam ból w sercu i ogromna nienawiść do świata. Wiedziałam co chciał, powiedzieć. Chciał sie tłumaczyć, że to Matka Jego dzieci i takie tam bzdury.
Na szczęście obudził mnie alarm w telefonie. Nie musiałam dłużej tego śnić.
Pomyślałam o tym, że muszę skończyć z Januszem zanim zrani mnie mocniej niż dotychczas.
Zadzwoniłam z postanowieniem, że to koniec.

Stworzono w Pamiętnik Pelasi | 0 komentarzy

Przed chwilą…

11 czerwiec 2008 napisane przez pelasia

-Haloooo?- jego głos spowodował, że zadrżało mi serce. To, co miałam zamiar powiedzieć przez chwilę uleciało z mojej głowy. Nie miałam jednak zamiaru się wycofywać.
-Ty bydlaku-powiedziałam zimnym, niskim głosem-twoje obietnice są tak samo gówno warte jak ty.
-Basia, Kochanie….dopiero dziś miałem zamiar zadzwonić, bo wyczyściło mi konto w komórce i zamierzałem po pracy zadzwonić….-tłumaczył się nieporadnie.
-Chrzań się-syknęłam, jak przed laty…kiedy z pogardą śmiałam się mu w twarz,gdy Jego żona chciała odebrać sobie życie i przybiegł z pretensjami. Naprawdę czuję pogardę, tym razem równie mocną i równie zdecydowaną jak wtedy.- Już nigdy więcej do mnie nie dzwoń bydlaku… -Dorzuciłam nie dając mu szans na dalsze wyjaśnienia. Po czym rozłączyłam rozmowę.
To chyba koniec.
Pozostanie mi wpisywanie myśli.
Do czasu aż za kilka lat znów sobie o Nim przypomnę.

Stworzono w Pamiętnik Pelasi | 0 komentarzy

wczorajsza rozmowa telefoniczna…jeszcze był maj…

1 czerwiec 2008 napisane przez pelasia

-Obawiam się Januszku, że nieprędko się spotkamy…
-Jak to?-spytał lekko zaniepokojony.
-Mąż postanowił pracować na etat w naszym mieście….będzie więc w domu codziennie, każdej nocy…każdego weekendu…
-Proszę, nie mów mi takich rzeczy… Basiu, coś wymyślimy….Nie możemy tak dalej żyć…
-A co zrobimy? No co? - spytałam zaczepnie- Nie mamy na to wpływu…
-I nie wiesz kiedy choć mniej-więcej się spotkamy?
-Gdzieś w listopadzie…
Jego milczenie mnie zmroziło.
-Co??!!- przeklął- Przecież ja nie dam rady… Jezu… Malutka… Kwiatuszku… Musimy coś zrobić…
-Ale co Janusz? Przecież wiedzięliśmy, że tak będzie…Jestem mężatką i trzeba się z tym liczyc…
-Nie! Mogę Ci zadać pytanie?
Wiedziałam o co chce spytać ale po chwili milczenia zgodziłam się.
-Chcesz ze mną być? Jesteś pewna, że chcesz spędzić ze mną wieczność?
Moje milczenie przedłużało się w nieskończoność. Nie mogłam zaprzeczyć, bo kocham Go i marzę o wspólnej przyszłości..ale jeszcze nie jestem na to gotowa. W tym milczeniu było aż gęsto od strachu Janusza… Widać wiele musiało Go kosztować odwagi zadanie tego pytania. Ja jednak wbrew sobie odpowiedziałam pytaniem:
-Ale zdajesz sobie sprawę, że dla mnie nie ma opcji “życia na kocią łapę”?
-Tak Kwiatuszku…Wiem…Pytam czy jesteś pewna, że chcesz być moją Żoną?
Po raz pierwszy słyszałam w Jego głosie tę niesamowitą powagę słów. To było to, autentyczne oświadczyny… Poczułam się przecudownie… Marzyłam przecież o tym jeszcze jako nastolatka…
-Tak - odpowiedziałam z wachaniem- Wiesz, że tak…..ale dopóki nie będę przekonana, że jesteś pewien czego chcesz i dlaczego tego chcesz….musimy poczekać z decyzjami.
-To znaczy?- spytał chcąc się upewnić czy dobrze mnie zrozumiał.
-To znamczy, że wiem..jestem pena, że nie do końca wiesz czy napewno tego chcesz…zresztą…ja tez… Chyba potrzebujemy czasu żebyśmy nabrali pewności…. Oboje…
-Dobrze Kochanie, więc potrzebujesz czasu…Ile? Tydzien?
-…-milczałam
-Dwa tygodnie?
-…
-Miesiąc?- w Jego głosie pojawił sie lęk.
-…
-Rok?!- spytał stanowczo.
-Januszku…tego nie da się okreslić na czas… To przyjdzie samo, samo sie ujawni… Ale… Wiem, nic samo sie w życiu nie dzieje, wiem… My musimy coś zmienić…My musimy coś zrobić, żeby być razem… Samo się to nie zrobi…
-No właśnie!- wtrącił krótko.
-Ale chodzi o to, że pewności nie można wymusić… Nie chcę żebyś był ze mną bo chce Ci się zmian… Albo mi… Bycie z drugim człowiekiem to nie zabawa… To bardzo poważna decyzja i trzeba mieć milon % pewności, że tego właśnie się pragnie… Na tym buduje się związki a nie na chęci zmian… Janusz… Próbuję Ci powiedzieć, że poczekajmy… Myśl o tym, zastanawiaj się, myśl…. Tak długo az pewnego dnia obudzisz się rano i będziesz już wiedział napewno czego pragniesz…
-Ok Malutka. Więc jeszcze poczekamy..- smutek przebijał się przez Jego słowa. Wzdychając ciężko powiedział- Załamałem się teraz…Mam ochotę się nachlac…
-Nie rób tego, tylko na trzeźwo możesz dojrzec do decyzji jakie Nas czekaja…
-…- teraz On milczał.
-Janusz musi byc dobrze.
-Basia…takich kobiet jak Ty nie ma więcej na świecie!- niemal wykrzyczał to do słuchawki - Ja nigdy już nie poznam kobiety takiej jak Ty, bo takiej drugiej nie ma… Tak strasznie Cię kocham…Jezu…Mam w oczach łzy…
-Janusz…-nie wiedziałam co powiedzieć, moje oczy były suche, serce zastygło, nie chciało czuć.-Janusz… Skarbie… Po prostu gdy pewnego dnia będziesz gotów…powiedz mi to, wtedy będziemy musięli coś zrobić….
-I co? Co mi wtedy odpowiesz?-czekał na odpowiedź, chyba bardzo istottną dla Niego
-Odpowiem, że-zawahałam się- że teraz jestem gotowa poważnie pomyśleć o Nas, naprawdę podjąć decyzję.
-Aha - nie był zadowolony z odpowiedzi.
-Janusz… Może już za tydzień sam sie wypalisz… I cała ta rozmowa straci ważność…
-O czym Ty pieprzysz?-zdenerwował się- Ja JUŻ wiem czego chcę…
-Nie wiesz…- wmawiałam Mu- Wcale nie wiesz, bo to trudna decyzja. Nie możesz wpakować się “próbnie” w moje życie i jak Ci się nie spodoba…to odejść zostawiając mnie samą, ze zrujnowanym życiem!-podniosłam głos.
-Wiem…Nie chcę robić żadnyc prób… Tak dobrze mi z Tobą było…Od kiedy tylko sięgam pamięcia… Malutka, ja wiem czego chcę… Wieczności z Toba…
-Dobrze Skarbie…-westchnęłam zmęczona obciążeniem emocjonalnym- Skończmy na dziś tę rozmowę…
Przez chwilę milczał, nie chciał kończyć rozmowy, ale jak zwykle moja wola wygrała.
-Ok Basia, buziaczki, od teraz będę myślał…choć i tak już wiem… Ale będę myslał… Ty też myśl…
-Będę Januszku… Buziaczki Kochanie, śpij słodko - i rozłączyłam się bo czułam, że w powietrzu wisi jeszcze mnóstwo Jego pytań. ie byłam na nie przygotowana.
To wszystko i tak znowu zbyt daleko zaszło… Jestem dziś strasznie rozbita…
Nie mogę przeciż przez wieczność zwodzić i Jego i Męża…

Stworzono w Pamiętnik Pelasi | 0 komentarzy

  • Nawigacja

  • Kategorie

    Archiwum

     

    Profesjonalne bezpłatne statystyki www