Aktualności
4 lata później….
21 maj 2008 napisane przez pelasia
Wyszłam na spacer z nowo przygarniętym szczeniaczkiem… Maleństwo z pasją biegało za mną jak za Mamusią… Wiosna zaczynała się piękna… Już liczyłam sobie 23 lata i psiak budził przyjemne uczucie potrzeby dawania… Bawiłam się z rozhasanym kudładym potworkiem gdy za plecami znajomy głos rzekł:
-Cześć Basia…
Odwróciłam się powoli, ciśnienie mi wzrosło… Wiedziałam, że zobaczę tego przystojnego ideała który pojawił się w odpowiednim ale i najgorszym okresie mojego życia…
Stał przedemną dojrzały i wspaniały mężczyzna. Bez wąsika, ale nadal powalająco atrakcyjny. Miał blisko 31 lat.
-Cześć…-spuściłam wzrok przypominając sobie o Guciu. Hasał nadal nie zważając na omdlenie swojej ludzkiej potwory.
-Co słychać-spytał próbując zatrzymać tę chwilę…
Pomyślałam, że chyba bezpiecznie będzie porozmawiać o dawnych fajnych czasach przy kawie.
-Przyjdź do mnie dziś ok 19 stej to porozmawiamy o tym, moja Mama też chętnie Cię zobaczy. -uśmiechnęłam sie próbując ukryć zachwyt.
-Dobra. Pobiegnę do domu i za chwilę przyjdę, obiecuję.-w Jego oczach było o wiele więcej radości niż mogłam marzyć.
Zjawił się, jak obiecał. Moja Mama uradowana odwiedzinami ulubionego byłego chłopca swojej kochanej córeczki doskoczyła do kuchenki by parzyć kawę. Przywitał się z Nią bardzo serdecznie. Widać było, że wyjątkowo się lubią i było to przyjemne. Pomyślałam o Jego rodzinie, która mnie nie cierpiała dawnymi czasy. Byłam swoistym mezaliansem. On “królewicz” nietuzinkowej urody, wykształcony i z tzw “dobrego domu” a ja…..typowy Kopciuch, grubaska, z nizin społecznych, bez szans na błyskotliwą przyszłość. Tylko Jego Ojciec do końca (zginął rok wcześniej) do końca to mnie widział na miejscu swojej Synowej, od mojego dzieciństwa.
-Usiądź-zaproponowałam rozedrganym głosem.
Patrzeliśmy sobie w oczy…i one mówiły wszystko. Nic nie minęło. Nie trzeba było słów.
Mama podała Nam kawę i nagle stwierdziła, że musi iść do znajomej w bardzo ważnej sprawie.
Wiedzięliśmy, że chciała byśmy wyjaśnili sobie wszystko w spokoju. Ale między Nami po Jej wyjściu nie było słów.
Janusz zerwał się z fotela, podbiegł do mnie, szarpnął mnie z siedzenia i wylądowałam w Jego ramionach. W milczeniu upajaliśmy się dawnym uczuciem. Mama długo nie wracała, nie zajrzała nawet do mojego pokoju (rodzeństwo już pozakładało rodziny i zostałyśmy same) obudziliśmy się nad ranem, znów bez słów upajając się swoimi tłumionymi uczuciami.
Janusz oddał mi swoją obrączkę ślubną mówiąc:
-Będziesz moja Basiu…przysięgam, że kiedyś będziesz moja, bo zawsze miałaś moja być!
Ja jednak zniknęłam , wyjechałam za granicę…. Poniosły mnie przygody…podróże…nowi ludzie…nowe miłostki…
Ale o Nim nie zapomniałam, odwiedzał jeszcze jakiś czas moją Mamę.
Stworzono w Pamiętnik Pelasi |
Leave a reply
You must be logged in to post a comment.
