Aktualności

Subscribe to RSS feed

1993…

21 maj 2008 napisane przez pelasia

-Basiu, Kochanie….idź na dyskotekę…jest lato…spotkaj się z przyjaciółmi…zrób to dla starej Matki…-Mama z bólem wpatrywała się w moją umęczoną, od miesięcy nie znającą uśmiechu twarz.
Nie mogłam odmówić. Byłam jej to winna, by spróbować żyć jeszcze raz… Zadałam Jej przecież tyle bólu…
Byłam akurat po próbie samobójczej za pomocą której zamierzałam uwolnić się z toksycznego związku. Chłopak, który miał mi dawać radość zafundował mi piekło o jakim wcześniej nie miałam pojęcia, że istnieje… Abym nie odeszła szantażował mnie fingowanymi próbami samobójczymi w wojsku gdzie odbywał zasadniczą służbę. Kochałam Jego Babcię i Mamę…to były wspaniałe kobiety… Jedynym więc wyjściem z tej sytuacji dostrzegałam więc swoją własną śmierć. Ale dzięki Mamie przeżyłam. Dzięki niej uświadomiłam sobie, że nie chciałam krzywdzić Jego rodziny a……omal nie skrzywdziłam śmiertelnie własnej, ukochanej Mamusi… To nauczyło mnie jak odchodzić od takich bydlaków jak Arek. Odeszłam. Ale po tylu miesiącach ciągłego terroru nie potrafiłam się już cieszyć, bawić, uśmiechać…..wierzyć…
-ok Mamo, idę…
Szłam jakby usiłując iść wstecz, byle jak najdalej od tych wszystkich ludzi…ale szłam do przodu…
Na ulicy było cicho, dość ciemno…
Mijałam park gdy usłyszałam swoje imię:-Basia! Poczekaj!
Znałam ten głos…ale dopiero gdy wyłonił się z mroku skojarzyłam do kogo należy…
Nie mogłabym zapomnieć wrażenia jakie na mnie wywarł 3 lata wcześniej w kawiarence…
Teraz był jeszcze przystojniejszy. 26 lat, elegancki wąsik….wymężniał….
-Gdzie idziesz Basia?-spytał.
-Na dyskotekę, Mama….a zresztą…a czemu pytasz?
-Może wolisz moje towarzystwo?-sytał zupełnie niewinnie-spacer, rozmowa, miły wieczór…
W Jego głosie nie było żadnych aluzji czy podtekstów. Naprawdę miał ochotę na normalny wieczór bez alkoholu, kolegów i tłumów-co nie było do Niego podobne…
-Ok…-zgodziłam się bo nie miałam przecież ochoty na wrzaskliwy tłum na disco.
Janusz natychmiast podjął wątek…okazał się wspaniałym rozmówcą potrafiącym unikac niezręcznej ciszy. Ciepła letnia noc upłynęła Nam na rozmowach w oka mgnieniu. Nad ranem odprowadził mnie pod dom i ściskając moją dłoń poprosił o kolejne spotkanie.
Było cudownie, On..taki przystojny, dojrzały, wesoły….Po prostu zachwycający….
-Przyjdź po mnie o ósmej-powiedziałam a na mojej twarzy pojawił się od dawna nie widywany uśmiech. Odszedł nie próbując nawet mnie pocałować….
Mamusia widziała nowy płomyk w moich oczach…Opowiedziałam Jej o Nim. Przypomniała mi o czasach gdy pracowała z Janusza Ojcem w jednej firmie… Pamiętam, że Jego Ojciec wyjątkowo mnie lubił. Przynosił mi słodycze, nosił na rękach i mówił mojej Mamie, że będę Jego Synową… I ta nieszczęsna osiemnastka mojego brata w piwnicy…
W każdym razie na moją twarz wrócił uśmiech…

Spotykaliśmy się już kilka dni… Janusz był delikatny i blisko…ale nie inicjował bliższych konatktów typu np: pocałunek.
Wracaliśmy z dyskoteki na której przetańczył ze mną każdą tzw “pościelówę”…było całkowicie ciemno… Otworzyłam usta by mu coś wyznać i wtedy przypomniał mi się Arek, mój prywatny terrorysta przez którego nie byłoby mnie w tej chwili na Świecie gdyby nie Mama.. Pomyślałam, że nie mogę okazać żadnych emocji…tamtemu okazałam i co? Nikt mnie tak nie skrzywdził….temu też nie mogę zaufać…
Zanim jednak zamknęłam usta Janusz powiedział:
-No dawaj Basia…mów…Wiem,że chciałaś coś powiedzieć… Mów….
Ze zdumienia otworzyłam szeroko usta….przecież jest tak ciemno…skąd mógł wiedzieć?????
Nie odważyłam się dokończyć wcześniejszych myśli…uśmiechnęłam się natomiast zachwycona, zatrzymałam Nasz spokojny marsz i wtuliłam się w Jego ramiona… On znał moje myśli…..wiedziałam to….
Wtedy po raz pierwszy uniósł moją głowę podtrzymując mój podbródek i pochylił się do moich ust…
Tak jak wcześniej nienawidziłam tego typu kontaktów przez Arka …tak tym razem drżałam w oczekiwaniu na moment gdy poczuję Jego wargi na swoich…
Pocałunek rozmiękczył moje mięśnie, zrobiło mi się słabo…Janusz przytulił mnie mocniej…podtrzymując moje omdlałe ciało…
Wiedziałam już, że ten mężczyzna jest moim marzeniem….Ale wraz z tym wspaniałym uczuciem pojawił się paniczny strach… Strach przed kolejnym terrorem. Wtedy jednak jeszcze nie miałam sił by uciec.

Wakacje dobiegły połowy. Spotykaliśmy się z Januszem dość regularnie. Nie tworzyliśmy jednak pary. To nigdy nie zostało ustalone. Wiedziałam już, że jestem szalenie zakochana w Januszu. Jego stopniowe przyswajanie mnie osiągnęło skutek. Znów polubiłam dotyk….A Jego dotyk był cudowny. Kiedy okoliczności wreszcie zaczęły sprzyjać poddałam się temu, co czułam. Kochaliśmy się pięknie, był wspaniały, delikatny. Pokazał mi, że nie musi być źle, nieprzyjemnie….
Kochaliśmy się później dziesiątki razy w tygodniu nie mogąc nasycić się swoim dotykiem i wrażeniami. Nie byłam dziewicą….ale Arek skrzywił mój pogląd na seks. Janusz to “naprawił”.

Kończył się sierpień. Moje uczucie do Janusza sięgnęło zenitu. Wraz z nim lęk o życie….A co jeśli i On mnie zrani? Postanowiłam skończyć to zanim On mnie skrzywdzi.
-Janusz…nie chcę Cię więcej widzieć, nie chcę się z Tobą spotykać-powiedziałam ze spuszczoną głową…ale oczami wyobraźni widziałam Jego zaskoczony wzrok.
-Ale dlaczego?-spytał-co się stało?
-Nic. Po prostu nie chcę i już!-powiedziałam już nieco ostrzejszym tonem, czułam że muszę uciec….nie miałam innego wyjścia.
Pytał, próbował mnie przytulić, prosił… Im więcej bólu widziałam w Jego oczach tym brutalniej krzyczałam, żę ma się wynosić.
-Nie, nie odejdę Basia….-powiedział stanowczo po czym chwycił się ostatniej deski ratunku próbując uratować sytuację żartując-No chyba, że powiesz mi jedno solidne słowo….
-Spier….. !!!!!!- wrzasnęłam
-AAAAA, to się nie liczy bo Ci podpowiedziałem-uśmiechnął się i znów próbował mnie przytulic.
-Wynoś się bydlaku! Nie chcę Cię znać! Nie chcę Cię więcej widzieć! Nienawidzę Cię!- popłynęłam z potokiem słów.
-Jak to?-nie ukrywał zaskoczenia-Nienawidzisz?-niedowierzanie otwierało szeroko Jego piękne szare oczy.
Nie mogłam kłamać do końca… Nie dałam rady.
-Nienawidzę Cię Janusz! Nienawidzę za to, że Cię tak mocno kocham!!!!!!
W miejscu zaskoczenia pojawił sie radosny uśmiech, chwycił mnie mocno za dłonie.
-I to mnie cieszy Basiu…-szepnął
-Nie-powiedziałam patrząc Mu w oczy-Mnie nie cieszy. To naprawdę koniec. Odejdź i nie wracaj.
Po czym odwróciłam się zalana łzami i powoli znikałam w ciemności oddalając się od swojej miłości… Stał i wpatrywał się we mnie. Usłyszałam jeszcze tylko:
-Za tydzień Basia…Za tydzień będę na Naszej dyskotece…. Jesli przyjdziesz to znaczy, że chcesz mnie, że masz wreszcie odwagę opowiedzieć mi co zrobił Ci tamten bydlak bo wiem, że to przez Niego!!! Będę czekał! Proszę Cię…przyjdź!

Mijający tydzień wlókł się jak szalony jednocześnie pędząc przed siebie… Musiałam podjąć decyzję czy mam dość odwagi by kochac i być kochaną… Czy pozwolę odejść takiej pięknej miłości…
Sobota wieczór…Tak! Kocham Go! Nie pozwolę Mu zniknąć! Nie dam rady bez Niego! Idę!
Wiedziałam już czego chcę…

Wchodząc na dyskotekę gorączkowo rozglądałam się za swoim słodkim rycerzem…było jeszcze wcześnie…Jego więc nie było. Kupiłam colę i stanęłam w kąciku sali obserwując wejście.
Czułam się dziwnie, nieswojo… Coś było nie tak… Coś kazało mi wyjść… Coś kazało mi wracać do domu….

Poszukałam wzrokiem kogoś, kto mógłby przekazać Januszowi, że zaraz wrócę…Stała tam Ona… Iwonka…małolatka kochająca się na zabój w Januszu… Diabeł mnie podkusił,żeby Ją poprosić o pomoc.
-Iwona, niedługo Janusz powinien przyjść, przekaż Mu,że byłam ale musiałam na chwilę wyjść do domu. Niedługo wrócę.
Po czym gnana dziwnym niepokojem pobiegłam do domu czując żal, że nie mogę być tam i zobaczyć radości Janusza gdy zobaczy mnie, że podjęłam decyzję….
Wpadłam do domu. Cisza… Mrok…. Przebiegłam przez pokoje…Cisza….Z daleka widzę chybotliwe flesze świec…
Strach ścisnął mnie za gardło… Za drzwiami Mama…przebierała właśnie ciało mojego Taty. Zmarł 10 minut przed moim powrotem. Prawie straciłam przytomność. Ból jaki mnie uderzył wyczyścił moje myśli z Janusza…
Po pogrzebie w napadzie szalonego buntu spaliłam wszystko, co łączyło się z przeszłością…z tą sprzed śmierci Taty. Chciałam o tym zapomnieć… Nie pomogło… Mój Tatuś nie wrócił.

Tydzień po śmierci Taty spotkałam Janusza. Zobaczył moją bladą twarz i podbiegł pytając co mi jest, czy jestem chora. Zauważył czarną wstążeczkę na moim kołnierzu. Zbielała Mu twarz. Spytał co się stało. Moja koleżanka odpowiedziała Mu za mnie. Chciał mnie przytulić.
-Basieńko…nic nie wiedziałem…O Matko… Basiu…. Proszę… Porozmawiajmy….
Spojrzałam na Niego obojętnym wzrokiem i choć miłość do Niego bolała postanowiłam zamknąć przeszłość której On był częścia….
-Odejdź… Nie mam czasu…-odepchnęłam Go i ruszyłam przed siebie nie oglądając się na Niego.-Basia…proszę Cie…-prosił smutno. Ale byłam głucha na wszystko. Otępiała na własny ból.

-Basiu..Tata nie życzył sobie żadnej żałoby… Idź Kochanie na dyskotekę, spotkaj się z przyjaciółmi…Wystarczy ta żałoba w sercu-powtarzała mi moja Mamusia. W przeciągu tak krótkiego czasu bolało tyle wydarzeń, bała się o mnie. Poszłam na dyskotekę. Spotkałam kolegę sprzed lat, piękny jak Apollo, rok starszy odemnie. Janusza jeszcze nie było. Poszam z Piotrem na spacer. Miałam zamiar ustalić na ile moja zadurzona w Nim kolażanka ma u Niego szanase ALE….Wróciliśmy ze spaceru jako para. Piotr oświadczył, że czekał na mnie 3 lata więc tym razem nie pozwoli mi uciec.
Trzy lata wcześniej chciał być oficjalnie moim chłopcem ale ja akurat miałam już chłopca więc rzuciłam bezmyślnie: może innym razem.
Tym razem jednak byłam wolna…ale tylko fizycznie. Zgodziłam się jednak być Jego dziewczyną….”A co mi tam, śliczny jak z żurnala”-myślałam…
Zobaczyłam Janusza. Stanęłam więc przed dyskoteką i przytuliłam się do Piotra ostentacyjnie całując Go w usta. Odwzajemnił to wspaniale ale nawet tego nie dostrzegłam, chciałam by Janusz widział ten fakt. I widział. W Jego wzroku było niedowierzanie. Weszliśmy na parkiet po czym pod wymówką skorzystania z toalety wybiegłam na zewnątrz. Janusz stał w miejscu z którego ze zdumieniem przyglądał się mom pocałunkom z Piotrem…i nadal wpatrywał się w wejście z rozczarowaniem, smutkiem , zdumieniem.
Podbiegłam do Niego nie chcąc podpaść Piotrowi na pierwszej randce.
-Co to miało być?-spytał Janusz.
-Co?-udawałam, że nie wiem o czym mówi.
-Co to za facet?-nalegał i był już wkurzony.
-To…Piotr…-nie było już odwrotu, musiałam powiedzieć-mój chłopak….
Patrzeliśmy sobie w oczy bez słów, po czym Janusz rzucił piwem, które roztrzaskało się o ścianę budynku i warknął:
-obys tego nie pożałowała…
Odwrócił sie i odszedł a ja pobiegłam do Piotra, który akurat wyszedł zaniepokojony na zewnątrz szukając mnie.
Spojrzałam ostatni raz na Janusza, odchodził…

Tydzień później znów dyskoteka…Przyjechaliśmy z Piotrem Jego nowym autem…On piękny jak Apollo, ja ładna ale szara mysz. W środku zobaczyłam Janusza a na Jego kolanach jakaś dziewczyna… Zauważyłam, że to koleżanka z klasy mojej siostry, starsza odemnie o 3 lata.
Udałam obojętność przechodząc obok nich wtulona w Piotra… Ale oczy moje i Janusza musiały się spotkać. W Jego oczach było: ostrzegałem! W moich: mam to gdzieś! Ale za tym krył się głęboki smutek… Nasz wspólny…

Wkrótce skończyłam 18 lat… Obchodziliśmy je hucznie. Dwa miesiące później zaproszono mnie i Piotra na osiemnastkę mojej przyjaciółki. Tam zrozumiałam, że nigdy nie pokocham Piotra i postanowiłam się od Niego uwolnić. Zerwałam z Nim. Prosił, błagał, pytał. Bez echa. Rozstałam się z Nim bez żalu. Przez pół roku snułam się jak cień….bawiłam się starając się nie myśleć o wszystkim co miniony rok mi zafundował. Wciąż kochałam Janusza… Ale nie widzięliśmy się od dnia gdy na tej dyskotece On trzymał na kolanach Wioletę.

Marzec 1994. Zimowy wieczór. Ktoś dzwoni do drzwi. Otwieram je… Janusz. W garniturze, wystrojony. Stoi, patrzy na mnie i milczy.
-Czego chcesz?-spytałam wpuszczając Go do skromnej kuchni.
-Basiu…próbował mnie przytulić. Basiu…poszę….
-Czego chcesz pytam?!-warknęłam.
Jego widok rozpuszczał cały lód w moim sercu, marzyłam by znów mnie pocałował, by objął mnie mocno i szeptał piękne sowa…
-Basiu. proszę Cię…powiedz tylko słowo a nie zrobię tego jutro…. Powiedz, że mam tego nie robić Kochanie… Powiedz Basiu, zostanę tu na zawsze, z Tobą…tylko powiedz, że tego chcesz….
Nie miałam pojęcia o czym mówił. Jutro? Sobota?
-O czym Ty do cholery mówisz?-odepchnęłam Go od siebie…
-Ty….nie wiesz?….-spytał zaskoczony…
Zastanowiłam się chwilę czy ktoś coś mi donosił…
-Nie wiem o czym mówisz…-wzruszyłam ramionami
-Jutro mam ślub z Wioletą-powiedział i wstrzymał oddech.
Zamurowało mnie, stanęłam w miejscu jak wryta. Zalała mnie lodowata fala nienawiści. Gdy odzyskałam możliwość mówienia odwróciłam się do Niego twarzą i wysyczałam:
-Ani z tą….ani z żadną inną..z żadną…nigdy nie będziesz szczęśliwy!!!! Dopóki nie oddasz mi moich uczuć!!!!!
W tym momencie błysk rozszarpał niebo, dziwny marcowy grzmot podkreśił moje słowa. Z Janusza oczu popłynęły łzy.
-Powiedz proszę…a nie zrobię tego, zostanę tutaj z Tobą na zawsze…
Z kamienną twarzą otworzyłam drzwi i wysyczałam:
-Precz!!!!
Wypchnęłam Go za drzwi. Mój Świat runął po raz kolejny…w przeciągu 1.5 roku.

Wtedy postanowiłam, że juz nigdy nikogo nie pokocham.
Janusz ożenił się z Wioletą, wkrótce po tym urodził im się syn.

Stworzono w Pamiętnik Pelasi |

Leave a reply

You must be logged in to post a comment.

  • Nawigacja

  • Kategorie

    Archiwum

     

    Profesjonalne bezpłatne statystyki www