Kraków 1991
Dwa tygodnie pobytu w Krakowie en’femme, ech wspaniałe wspomnienia:)
Nadchodziły ferie zimowe 1991.Ciotka mimo że już dawno była na emeryturze nauczycielskiej to o niej nie zapomnieli i dostała od ZNP zaproszenie na dwutygodniowy wypoczynek w Krakowie połączony z jakimś tam spotkaniem nauczycieli.Zapytała mnie czy chcę jechać z nią bo jest możliwość zabrania osoby towarzyszącej.Bez namysłu się zgodziłam i kusiło mnie zapytać czy mogę tam pojechać jako kobieta.Ale najpierw poprosiłam ciotkę żeby wszystkiego się dowiedziała.Okazało się że mamy mieszkać w jakiejś bursie koło krakowskich Błoni w dwuosobowych pokojach i że musimy dojechać na własną rękę ale koszty zwracają.Przemyślałam to wszystko i w końcu zapytałam ciotkę czy mogę z nią pojechać jako kobieta.Powiedziała że nie ma problemu,tam i tak będą sami nieznajomi więc nie muszę się martwić.
Do wyjazdu został niecały tydzień więc musiałam się szybko przygotować.Poszłam na zakupy,kupiłam trochę kosmetyków,koszulę nocną,klapki do chodzenia po domu i nowe długie zimowe kozaczki na wysokiej szpilce oraz czarną elegancką spódnicę z rozcięciem.W końcu to był poważny wyjazd i musiałam naprawdę wyglądać kobieco.Nie mogłam się doczekać już tego wyjazdu.Dwa dni wcześniej byłam już spakowana i setki razy sprawdzałam czy wszystko zabrałam.Miałyśmy jechać pociągiem więc któregoś dnia pojechałam na dworzec zobaczyć połączenia.Pociąg odjeżdżał o 23.30 i o 6.00 rano miał być w Krakowie.Super,pomyślałam sobie.
Ciotka też się spakowała wcześniej.W końcu nadszedł dzień wyjazdu.Od rana siedziałam w łazience i przed lustrem.Najpierw kąpiel i dokładna depilacja potem makijaż nad który się długo zastanawiałam bo kompletnie nie wiedziałam jak mam się umalować.Z pomocą mi przyszła ciotka.Powiedziała że najlepiej będzie jak się umaluję tak normalnie jak na codzień.
-Przecież nie jedziemy na jakiś bal-powiedziała-umaluj się tak jak codziennie to robisz i będzie dobrze.
No tak,pomyślałam sobie,co będę wymyślać.Naniosłam podkład i fluid na całą twarz.Zrobiłam jak zwykle czarne kreski na powiekach i naniosłam fioletowy cień żeby mi pasował do sweterka który miałam zamiar założyć.Trochę różu na policzki i czerwona pomadka na usta podkreślone konturówką.Jeszcze kolczyki i gotowe.Pomalowałam na czerwono paznokcie u nóg,potem przykleiłam sztuczne do rąk i również pomalowałam czerwonym lakierem.Czas na ubranie.Tym razem założyłam gorset dla podkreślenia figury i czarny biustonosz z wkładkami.Pasa do pończoch nie musiałam zakładać bo był razem z gorsetem.Założyłam czarne pończochy i czarną spódniczkę nad kolano,potem białą bluzkę i na wierz sweterek.Na koniec założyłam perukę.Byłam gotowa.Na dwie godziny przed wyjściem pochodziłam jeszcze po domu w nowych kozaczkach żeby ich trochę rozchodzić ale i tak były wygodne.Ciotka trochę nakrzyczała na mnie żebym nie narobiła obcasami dziur w dywanie:)
Wieczorem zjadłyśmy kolację potem poprawka makijażu.Założyłam swoje ulubione futerko no i tym razem na głowę elegancki kapelusz bo ciotka była zdania że ślicznie w nim wyglądam a żeby dodać uroku założyłam jeszcze okulary.Byłyśmy ovie gotowe do wyjścia.Jeszcze tylko sprawdziłyśmy czy wszystko wzięte,dokumenty,pieniądze itp i wyszłyśmy z domu ok 22.00.Na przystanku czekałyśmy na autobus jakieś pół godziny ale w końcu przyjechał.Na dworcu byłyśmy jakąś godzinę przed odjazdem pociągu.Kupiłam bilety i poszłyśmy do dworcowego baru napić się gorącej herbaty.Przyznam że kilka osób przyglądało mi się.Zresztą nie wiem,może miałam tylko takie wrażenie ale na wszelki wypadek poszłam do toalety sprawdzić czy wszystko jest ok.
Od wyjścia z domu nic się nie zmieniło więc wróciłam do baru.
Wreszcie usłyszałyśmy że zapowiadają pociąg.Wzięłyśmy walizki i poszłyśmy na peron.Dziwne ale czułam się spokojnie,może dlatego że nie byłam sama.Pociąg podjechał,jakaś pani pomogła nam z walizkami i już byłyśmy w wagonie.Znalazłam wolny przedział więc tam zajęłyśmy miejsce.Kilka stacji jechałyśmy tylko we dwie ale później do naszego przedziału wsiadła jeszcze jedna pani z dwojgiem dzieci,dziewczynką ok 10 letnią i młodszym chłopcem.Dziewczynka usiadła koło mnie a chłopiec z mamą naprzeciwko koło ciotki.Trochę rozmawiałyśmy i okazało się że oni też jadą tam gdzie my.Pani Wanda,bo tak miała na imię,też była nauczycielką i wzięła ze sobą dzieci,Kasię i Michałka bo w końcu mają ferie to przynajmniej zwiedzą Kraków.Było już po drugiej w nocy i dzieci w końcu padły.Kasia usnęła na moim ramieniu ale chyba było jej niewygodnie bo zaraz się położyła na moich kolanach.Przykryłam ją swoim futerkiem i tak przespała resztę drogi.Ja z wrażenia nie zmrużyłam oka.Wszyscy spali a ja myślałam jak to będzie dalej.Ja w kiecce tyle kilometrów od domu i to na dodatek dwa bite tygodnie.
Do Krakowa zajechaliśmy po 6.00 rano i przed dworcem wzieliśmy dwie taryfy.W bursie dostaliśmy swoje pokoje,ja z ciotką i pani Wanda z dziećmi pokój obok.Oba były na parterze.Całe przedpołudnie wszyscy odpoczywali a potem udaliśmy się na obiad do stołówki.Po południu wyszłam na spacer,zobaczyć okolicę ale akurat tam nic ciekawego nie było.Kilka budynków a po drugiej stronie ulicy słynne rozległe krakowskie Błonia.Przyszłam do bursy i położyłam się.Cała noc nieprzespana trochę mnie zmęczyła.Nawet nie wiem kiedy usnęłam,nawet makijażu nie zmyłam.
Następnego dnia rano ciotka mi oznajmiła że jedzie z panią Wandą do jakiegoś biura ZNP czy coś takiego.Przyszła po nią pani Wanda i prosiła żebym zaglądała do ich pokoju bo dzieci jeszcze śpią ale mogą wstać zaraz a śniadanie mają na stole.Powiedziałam że nie ma sprawy.Panie sobie poszły a ja zaczęłam rozpakowywać walizkę.Musiałam powyjmować swoje ciuszki żeby się nie wygniotły.Później siadłam przed lusterkiem poprawić urodę i ktoś nagle zapukał.Otworzyłam a tu za drzwiami Kasia.
-Cześć Monika,nie wiesz gdzie nasza mama?-zapytała
Powiedziałam że pojechała z moją ciocią załatwić jakąś sprawę.Niech zjedzą śniadanie i grzecznie się czymś zajmą.
Kasia wróciła do pokoju ale po pół godziny wróciła.Tym razem weszła do mojego pokoju i usiadła na łóżku.
-Nudzi mi się-powiedziała-może pójdziemy na dwór?Na jakiś spacer?
-No dobra-powiedziałam-ale muszę się ubrać no i wy też.Chyba zimno jest na dworze to trzeba się ciepło ubrać.
Kasia zadowolona pobiegła do siebie a ja zaczęłam szukać jakichś ciuchów.Zdecydowałam się na wełnianą krótką spódniczkę i ciepły golf.Kiedy zakładałam właśnie pończochy niespodziewanie weszła do pokoju Kasia.Cholera zapomniałam zamknąć od środka drzwi.No ale trudno.Weszła i stanęła przyglądając się jak zakładam te pończochy.Chyba wcześniej nie widziała czegoś takiego.Głupio mi się trochę zrobiło ale starałam się nie pokazać tego po sobie.Wreszcie się ubrałam i poszłyśmy po Michałka.
Na dworze było dość mroźno ale nie było wiatru i świeciło słońce.Przeszliśmy przez wydeptaną ścieżkę na łące i po drugiej stronie poszliśmy do Parku Jordanowskiego.Były tam inne dzieci,górki do zjeżdżania więc dzieciaki miały ubaw.Sporo było też dorosłych ale każdy pilnował swoich dzieci.Tam spędziliśmy jakieś dwie godziny.Dzieciaki trochę zmarzły,zresztą ja tym bardziej.Postanowiliśmy wrócić do bursy.Zaraz po nas wróciła ciotka i pani Wanda.Dzieci zaraz się jej pochwaliły że były ze mną w parku.Pani Wanda ucieszyła się że się nie nudziły i że ich tam zabrałam.
Następne dni spędziliśmy na zwiedzaniu Krakowa,ja chyba zwiedziłam więcej sklepów niż zabytków:)Ale kupiłam sobie dwie sukienki i buty na wiosnę.Poza tym sporo pamiątek.
Dwa tygodnie minęły niewiadomo kiedy i nadszedł dzień powrotu.Z krakowa wyjechaliśmy również w nocy.Przed południem następnego dnia byłyśmy z ciotką spowrotem w domu.Mimo tylu lat mile wspominam ten pobyt i wydaje mi się jakby to było wczoraj.

